Listy zadań
codzienność

Z życia autystki: listy zadań

Pod koniec września przygotowałam sobie listę książek, które chcę przeczytać do końca roku. Wybrałam sześć tytułów, bo stwierdziłam, że tak wolno czytam, że będzie to realistyczna liczba na trzy miesiące. Z tych sześciu książek zaczętą miałam połowę – zdarza mi się przeczytać rozdział tu, rozdział tam, porzucić coś w połowie na rzecz świeżo kupionej pozycji i tak dalej. Pomyślałam więc, że jak spiszę sobie czarno na białym, co muszę przeczytać, nie będę się w końcu rozpraszać…

Jak w książkach…

Wszystkie sześć książek przeczytałam do 10 listopada. ZNACZNIE szybciej niż planowałam.

Moja lista zrobiona w aplikacji Habitica, służącej do śledzenia nawyków.

Widzicie, powodów mojego wolnego czytania jest kilka. Po pierwsze – sylabizuję i ogólnie czytam wolno. Po drugie – często jestem zmęczona i mi się nie chce, bo czytanie to wysiłek. Po trzecie zaś – nie porzucam zaczętych książek, ponieważ mi się nie podobają albo są złe, lecz dlatego, że mam zbyt wiele tytułów do przeczytania i przez to się rozpraszam. Np. zabrałam się za jedno, ale tak naprawdę mam ochotę na drugie. Albo powinnam/muszę przeczytać teraz tę inną rzecz. Albo z tamtej w końcu dowiem się czegoś na interesujący mnie temat… Typowa klęska urodzaju – mam tak dużo do przeczytania, że nie umiem się na niczym skupić, myśląc wciąż o tych innych, czekających książkach, które mogłabym przecież czytać już, teraz. Zamiast tego, co trzymam w ręce.

I właśnie z tym ostatnim problemem pomogła mi lista. Dzięki liście się nie rozpraszałam, bo miałam jasno ustalony cel: przeczytać te i te tytuły, nie żadne inne. Nie ma grzebania na półkach (ani czytniku). Zrób to, co sobie wyznaczyłaś. I to działało. Wielokrotnie nachodziła mnie myśl, że może wezmę się za tę czy tamtą powieść, po czym sama siebie strofowałam – przecież tego nie ma na liście. Masz ją spisaną, możesz sobie do niej w każdej chwili zajrzeć. Skup się na wyznaczonych zadaniach!

…tak w życiu

Skuteczność tak prostej rzeczy, jak krótki spis tytułów do przeczytania, nie powinna mnie zupełnie dziwić, bo nie od dziś wiem, że mało co tak pomaga mi skupić się na zadaniach do wykonania, jak lista. Często wieczorem układam sobie w głowie listę zadań na następny dzień i jest ona bardzo szczegółowa – łącznie z określeniem, czy najpierw zjem śniadanie, czy się przebiorę z piżamy. Czy najpierw wejdę do spożywczego, czy do apteki. Czy wezmę witaminy teraz czy po obiedzie. Czy będę pracować rano czy wieczorem. Czy… I to wszystko muszę sobie dokładnie przemyśleć, uporządkować i przećwiczyć w wyobraźni! Wiecie, jakie to jest wyczerpujące, tak sobie każdy drobiazg zaplanować? Ale tylko wtedy najlepiej radzę sobie z wypełnianiem zadań.

Generalnie mój problem polega na tym, że ciężko mi się skupić, gdy mam do zrobienia kilka rzeczy. Wstawić pranie? Pozmywać? Wypić szklankę wody? Wziąć leki? To już jest dla mnie za dużo, nie mówiąc o jakichś bardziej skomplikowanych, niecodziennych zadaniach, gdy trzeba wyjść z domu albo załatwić coś po raz pierwszy. Przede wszystkim dlatego, że odczuwam silny przymus zrobienia wszystkiego naraz. Bo jak nie zrobię TERAZ JUŻ, to świat się najwyraźniej zawali. Jak to mawia mój Małż – nie umiem kolejkować, czyli właśnie ustawiać sobie rzeczy w kolejności do zrobienia: skończę jedno, to wezmę się za następne, za np. godzinę.

Listy pomagają mi więc uporządkować najprostsze codzienne czynności. Nie muszę robić osiemnastu rzeczy na raz, bo widzę na karteczce, że czynność A jest pierwsza na liście, a czynność B dopiero druga, więc mogę je wykonać w tej kolejności. Z jakiegoś powodu mój mózg sam tego nie ogarnia, wszystko jest dla niego tak samo pilne. Dopiero prosta lista spisana na kartce jest go w stanie uspokoić i nadać chaosowi jakiś sens. Przy czym fizyczna lista jest najlepsza, ale czasem używam też listy „w głowie”, tyle że wtedy zużywam olbrzymie ilości energii na jej pamiętanie, powtarzanie sobie i mentalne odhaczanie.

Zadanie na dziś: zrobić listę!

Gdybym tylko jeszcze nie cierpiała na niemoc w działaniu tak mocną, że nie pozwala mi nawet zrobić listy… Tak! Niby wiem, że listy bardzo mi pomagają, ale nie korzystam z nich regularnie. Głównie dlatego, że samo wzięcie do ręki długopisu, kartki papieru i wypisanie wszystkiego to często dla mnie za wiele i nie mam na to siły. Przez to często zdarza mi się snuć po domu bez sensu albo celu i choć mam mnóstwo rzeczy do zrobienia, to za żadną nie umiem się zabrać albo zaczynam tu trochę zmywać, tu robić rzeczy do pracy, tu nagle grafiki na Instagrama sobie szykować… wszystkiego po trochu, bez ładu i składu, przerywając jedne czynności na rzecz innych. Albo robiąc wszystko super wolno i z dużymi przerwami.

Ilustracja autorstwa Dani Donovan.

Myślę, że może tu działać jakaś krzyżówka problemów z funkcjami wykonawczymi, ADHD oraz zwykłego zmęczenia i niewyspania. Szczerze mówiąc nie wiem, czy mam ADHD czy nie, to jest kwestia do omówienia z jakimś specjalistą. Mam wrażenie, że część objawów się zgadza, choćby to z obrazka powyżej.

W każdym razie 2021 rok zaczęłam od robienia sobie list! Na razie idzie nieźle, poza codziennymi rutynami, używam też kalendarza i wpisuję sobie jakieś jedno czy dwa duże zadania na każdy dzień. Wychodzę z założenia, że ogarnianie codzienności to i tak ciągła walka, ale pewne rzeczy można zrobić raz a dobrze i mieć z głowy, a nie myśleć o ich zrobieniu miesiącami. Rzecz zapisana w kalendarzu nagle staje się bardziej realna i łatwiejsza w wykonaniu. Trzymajcie kciuki za moje listy.

A wy korzystacie z list? Jesteście chaotyczni, uporządkowani, czy może obie te rzeczy na raz?


Photo by Breakingpic from Pexels

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: