Rozumienie dosłowne na spektrum
fakty i mity

Rozumienie dosłowne na spektrum

Strasznie ciężko jest mi wyjaśnić, o co chodzi z tym rozumieniem dosłownym w moim przypadku – inne autystyczne osoby mają znacznie poważniejsze problemy z interpretowaniem metafor, dowcipów czy sarkazmu. Jak to na spektrum bywa, poziomy poszczególnych cech u jednostek drastycznie się różnią: jedna osoba będzie utrzymywała kontakt wzrokowy, miała paskudną nadwrażliwość na dźwięki i rozumiała wszystko dosłownie, druga zaś będzie uciekała oczami, ale za to nie miała problemów z bodźcami słuchowymi i łapała ironię. I tak dalej, kombinacji różnych cech autystycznych i różnego ich natężenia (oczywiście nie tylko tych trzech przykładowych) jest w zasadzie tyle, co ludzi na spektrum.

Jaskółka, czyli rozumienie przysłów

Kiedy pani psychiatra próbowała określić, czy jestem autystyczna, zapytała mnie, co to znaczy, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Wydukałam, że jedna oznaka jakiejś rzeczy jeszcze nie znaczy, że ta rzecz się dzieje/jest prawdziwa, czy coś takiego. Na to usłyszałam, że nie mogę być autystyczna, bo bym tego nie rozumiała.

Zakładam, iż pani doktor spodziewała się, że reakcję będę miała bardziej na poziomie Draksa z „Guardians of Galaxy”. Cały problem oczywiście w tym, że nie wpisuję się w stereotyp, przynajmniej nie na pierwszy rzut oka.

„Guardians of Galaxy”

Moim zdaniem rozumiem, co oznacza jedna jaskółka z tego samego powodu, dla którego rozumiem, że „gdzie kucharek sześć tak nie ma co jeść” albo „gdyby kózka nie skakała to by nóżki nie złamała”. Bo uczono mnie ich w szkole. Tak samo jak wszystkich innych przysłów. Nie wiem, czy neurotypowy człowiek, który nigdy danego powiedzenia nie słyszał i nikt mu go nie wyjaśnił, ot tak wiedziałby o co chodzi. Może by sobie jakoś logicznie wykoncypował, ogólnie jednak wiemy, że dane słowo lub ciąg słów oznacza daną rzecz, bo tak się jako ludzie umówiliśmy.

Metafory, przenośnie, ironia i sarkazm

Tak jak wyżej – rozumiem metafory, przenoście, związki frazeologiczne i tak dalej, ponieważ w szkole mnie nauczono, czym są i jak działają.

Co jednak ważniejsze, jestem pisarką. A pisanie to moja pasja, moje autystyczne „specjalne zainteresowanie”. Oznacza to, że potrafię używać różnego rodzaju środków językowych, by jasno przedstawić to, co chcę wyrazić. A umiem to zrobić, ponieważ – po raz kolejny – się tego nauczyłam. Mam w głowie wielki zasób informacji, językowych i strukturalnych sztuczek, które pozwalają mi pisać. Budowałam go częściowo nieświadomie, po prostu konsumując różne teksty kultury, zapamiętując je, porównując, porządkując i przetwarzając na swoje potrzeby. Jest to po prostu pewna umiejętność, którą nabyłam w procesie uczenia się. Dla wielu innych osób na spektrum przeskoczenie przez dosłowność pewnych wyrażeń jest zbyt trudne – jak widzą np. „serce z kamienia” to są w stanie myśleć wyłącznie o rzeźbie, no bo organ w ludzkim ciele nie może być ze skały. Ja też to dosłowne wyjaśnienie widzę, ale potrafię je ominąć, sięgnąć do zasobu wiedzy na temat tego, jak ludzie umówili się interpretować dane wyrażenia i użyć tego przyjętego znaczenia.

Zdarza się, że wychodzi mi to słabo – głównie kiedy mam do czynienia z wyrażeniem, którego nie znam albo nie potrafię odnieść do czegokolwiek, co znam. Czasem też brakuje mi kontekstu albo jestem zwyczajnie zmęczona i myślę wolniej. Problematyczny bywa angielski, który jest mi ogólnie językiem dobrze znanym (co widać po liczbie gifów w tej notce…), ale potrafię się kompletnie zaciąć na jakimś wyrażeniu. Wiele zależy też od tego, ile mam dokładnie czasu na przeanalizowanie komunikatu.

Co do ironii czy sarkazmu… kocham ironię i sarkazm. Używam ich bez przerwy. Są zwykle dla mnie najprostszym sposobem na wyrażenie, że coś mnie wkurzyło. Jest jednak duża różnica pomiędzy tym, gdy ja ich używam, a gdy ktoś inny do mnie mówi. Niedawno rozmawiałam ze znajomymi i opowiedziałam o czymś, co mnie rozśmieszyło. Koleżanka również uznała to za zabawne, ale wyraziła to w sposób ironiczny. A ja nie załapałam, więc zaczęłam tłumaczyć, o co mi chodziło, bo poczułam się skrytykowana.

„Big bang theory” S01E02 „The Big Bran Hypothesis”

Kłamstwa, dowcipy i rozumienie komunikatów na bieżąco

Myślę, że w tym momencie zauważalna staje się pewna prawidłowość – tak długo, jak ja mówię albo piszę, wiem co się dzieje. Gdy mówi ktoś inny, zaczynają się kłopoty.

Średnio sobie radzę, gdy muszę interpretować rozmowę na bieżąco. Może być tak, że rozmówca wypowiada się w sposób, który jest mi ciężko zrozumieć, ponieważ w moim wyżej wspomnianym zasobie wiedzy o języku brakuje metody na szybką interpretację. Cała niestandardowa komunikacja, która nie odnosi się bezpośrednio do mojej wiedzy, sprawia mi problemy.

Dlatego łatwo mnie okłamać czy oszukać. Nie jestem dobra w szybkim wyczuwaniu, że ktoś mówi nieprawdę, zwykle nawet nie próbuję tego analizować, z góry zakładając, że inni mówią mi prawdę. Kłamstwa są zbyt subtelne, zbyt różnorodne i odnoszące się do zbyt wielu przypadkowych rzeczy. Nie są używanym od wieków powiedzonkiem, którego znaczenie można łatwo zapamiętać. Rodzi to też problemy z dowcipami – lubię żarty, które są abstrakcyjne, w jakiś sposób niedorzeczne. Lubię też dowcipy oparte na „punach”, czyli właśnie takie, które często odnoszą się do metaforycznego i dosłownego rozumienia jakiegoś słowa. Albo takie, które już znam, więc wiem, o co w nich chodzi – dlatego z Małżem przerzucamy się zwykle tymi samymi pięcioma cytatami z seriali i dziwnymi powiedzonkami, które tylko dla nas są zrozumiałe. Natomiast Małż nie ma najmniejszego problemu z wkręceniem mi jakiejś głupoty – wystarczy, że powie ją poważnym tonem…

Przykład dowcipu, który mnie wyjątkowo bawi:

„Parks and Recreation”, odcinek „The Master Plan” S02E23

Łapiecie? Zamiast dać mu swój telefon (numer) dała mu swój telefon (przedmiot)! Śmieszne, nie? Powiedzcie, że śmieszne! XD (BTW, „Parks and Recreation” jest jednym z najlepszych seriali ever, mnóstwo świetnych dowcipów, sympatycznych postaci, a przede wszystkim pozytywny ton!)

Dobrze, ale wróćmy do poważnych tematów. Gdy byłam dzieckiem, koledzy na podwórku wmówili mi, że moja bluza jest nawiedzona i gdy nie patrzyłam, wkładali mi do kaptura różne rzeczy, w tym martwego ptaka. Ja oczywiście bez problemu w klątwę uwierzyłam. Wszyscy poza mną świetnie się wtedy bawili.

Natomiast parę tygodni temu w kursie stawiania strony na WordPressie znalazłam informację o aktualizacji WordPressa, która dodaje nowe, niesamowite funkcje. Fakt, że nazywały się dziwnie i był pierwszy kwietnia w ogóle nie dały mi do myślenia. Dałam się nabrać i dziwiłam, czemu mi „Generator treści” nie działa. Gdy już zdałam sobie sprawę, że to żart, w pierwszym odruchu strasznie się wkurwiłam, bo zostałam okłamana. Problem polega na tym, że dla mnie żart, który opiera się na powiedzeniu poważnym tonem kłamstwa, tak, by słuchacz uwierzył, że to prawda, w ogóle nie jest żartem i nie potrafię tego jako żart zinterpretować. Dla mnie to jest po prostu kłamstwo. Oczywiście nie mam pretensji do prowadzącej, że zrobiła sobie żarcik w Prima Aprilis, naprawdę nie wymagam od innych ludzi, by rozumieli mój tok myślenia w takich sytuacjach. Mogę się też pocieszać, że nie ja jedna się nabrałam. Chciałam wam tylko na w miarę świeżym przykładzie wyjaśnić, o co chodzi z dosłownym odbieraniem nieprawdy i dowcipów.

Aczkolwiek z rozumienia dosłownego wyszło coś dobrego, bo dzięki temu jestem dosyć mocno odporna na fake newsy. Po prostu nauczyłam się z góry nie ufać nikomu i niczemu, a każda przeczytana informacja musi być przeze mnie sprawdzona w zaufanym źródle (jeśli z jakiegoś powodu kłamstwo pochodzi z zaufanego źródła to wtedy już nie wiem, co ze sobą zrobić). Co oznacza, że marnuję czas na udowodnienie, że jakaś laska podszywa się na Twitterze pod screenwriterkę „Wiedźma”. Generalnie historia w mojej przeglądarce musi być fascynująca, bo szukam rzeczy kompletnie losowych.


Podsumowując:

  • Nie mam problemów z posługiwaniem się przysłowiami, metaforami czy sarkazmem, ponieważ jestem pisarką i posługiwanie się prawidłowo językiem to moje zajęcie, pasja i zainteresowanie. Tak długo, jak ja buduję komunikat, wiem jak używać różnych środków stylistycznych.
  • Mam za to problem z sytuacjami w prawdziwym życiu, gdy muszę ocenić, czy ktoś mówi prawdę lub nie, czy żartuje lub nie, czy coś było powiedziane na poważnie czy sarkastycznie. Im szybciej muszę interpretować wypowiedzi, tym gorzej mi to wychodzi i często się irytuję, że zostałam „oszukana” (czy też że sama się nabrałam…).

PS. Moje ulubione przysłowie to „Srały muchy, będzie wiosna”. Głupie? Dla mnie idealnie.

2 komentarze

  • Anka

    Hej! Dziękuję za to, że piszesz i za to, że piszesz akurat tak: jasno, konkretnie i …że piszesz niemal w 100% o mnie.
    Tak bardzo o mnie jest ten wpis, że gdybym chciała napisać o swoich doświadczeniach, rozumieniu i postrzeganiu jako AS, to już nie muszę tego robić, bo Ty zrobiłaś to za mnie, w dodatku tak trafnie!

    Mam identycznie… Jedyne istoty, z którymi komunikacja moja przebiega sprawnie, nie powoduje moich frustracji i nieporozumień – to zwierzęta, szczególnie psy. Może dlatego, że w psiej komunikacji nie ma dwuznaczności, niejasności, możliwości… Jest precyzja przekazu, jednoznaczność, zawsze szczera intencja.

    Proszę, pisz dalej. Kiedy czytam, to ja z kolei mam poczucie, że: wow! ktoś ma tak samo, czyli nie jestem nienormalna!

    • Ag

      Wow, jak cudownie jest wiedzieć, że inni też tak mają! Dałaś mi mnóstwo radości tym komentarzem. 🙂

      Jasność przekazu jest dla mnie bardzo ważna, dlatego staram się pisać takie długie i wyczerpujące notki, żeby wszystko jak najlepiej wyjaśnić – cieszę się, że ta forma się sprawdza!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: