fakty i mity

„The Good Doctor” – autystyczny sawant-chirurg

Kiedy dawno temu po raz pierwszy usłyszałam o serialu „The Good Doctor”, pomyślałam sobie, że to nic ciekawego – kolejny arogancki geniusz w rodzaju Doktora House’a albo Sherlocka, który z autyzmem nie ma nic wspólnego. Niedawno trafiłam jednak na YouTube na scenę z pierwszego odcinka. Główny bohater, doktor Shaun Murphy (Freddie Highmore), znajduje się na lotnisku i wyraźnie jest przytłoczony przez tłum i wszechobecne dźwięki. Pomyślałam sobie wówczas, że skoro serial porusza temat przeciążenia sensorycznego, to może jednak warto mu się przyjrzeć. Może jednak autyzm został potraktowany poważnie. I tak się złożyło, że w lipcu serial trafił na Netflix…

Przed wami niewielkie spoilery, ale jakiś bardzo dużych wątków nie zdradzam.

Klątwa sawanta

Zacznijmy jednak od najważniejszej, moim zdaniem, kwestii. Główny bohater jest nie tylko „wysokofunkcjonującym autystą”, jak go nazywają w pierwszym odcinku, ale też sawantem. Geniuszem z doskonałą pamięcią, zdolnością analizy i tak dalej. Irytuje mnie to z dwóch powodów.

Po pierwsze – ponieważ można być autystycznym, można być lekarzem, a jednocześnie wcale nie być sawantem czy geniuszem z IQ wybijającym poza skalę. Można być po prostu człowiekiem dobrym w swojej pracy. Można być dobrym w programowaniu bez bycia super-hakerem, można być architektem bez projektowania nowych super-struktur, można być artystą bez bycia drugim Picassem, można być w końcu chirurgiem bez przeprowadzania pierwszej na świecie, jedynej takiej, super-trudnej operacji. „Zwykli” autyści też istnieją i też odnoszą różne sukcesy.

Po drugie – trudno nie odnieść wrażenia, że Shaun dostaje szansę, ponieważ jest wyjątkowy. Może i jest autystyczny, ale wiecie, nie jest jak inni autyści, jest lepszy. Tymczasem każdy autysta powinien mieć prawo do rozwijania się zawodowo, podążania za marzeniami, dostania szansy. Jasne, nie każdy nadaje się od razu na chirurga, nie każdy będzie wykonywał wyjątkowo skomplikowany zawód, niektórzy w ogóle nie podejmą pracy zarobkowej. Nie zmienia to faktu, że Shaun zdaje się oderwany od ogółu autystów, jakoś wyróżniony. Jednostka, której należy się coś ekstra w porównaniu z resztą.

Coś mi się tu też nie zgadza, bo czy zespół sawanta nie wiąże się przypadkiem z niepełnosprawnością intelektualną? Nie do końca jestem pewna, czy twórcy dobrze używają tego terminu, ale też może ja niekoniecznie dobrze go rozumiem? Jak wy to oceniacie?

Zdaję też sobie sprawę, że jestem trochę niesprawiedliwa, bo czy to sawanci, czy to genialni autyści przecież istnieją i też mają prawo do bycia reprezentowanymi w dziełach kultury. Po prostu zawsze mi się robi jakoś przykro, że ja nie jestem wybitna, a tym samym – godna uwagi. Może podchodzę do tego zbyt osobiście… Rozumiem też, czemu twórcy zdecydowali się na taką akurat postać. Pasuje ona po prostu do formatu serialu.

Drama medyczna

„The Good Doctor” to bardzo klasyczna medyczna drama. Przyznam, że minęło sporo czasu, odkąd oglądałam „Grey’s Anatomy”, „Doctor House” oraz komediowe „Scrubs”, w związku z czym wskoczyłam w ten serial z dużą przyjemnością. Zawiera on dokładnie to, czego można by się spodziewać – trudne medycznie przypadki, skomplikowane operacje i nowatorskie pomysły leczenia wymieszane z osobistymi problemami lekarzy, ich związkami i konfliktami. Często zresztą paralela pomiędzy historiami pacjentów a lekarzy jest aż nadto oczywista, co też jest charakterystyczne dla tego typu seriali. Wszystko ma oczywiście wzbudzać emocje, być sentymentalne i wzruszające. Jeśli ktoś ma ochotę na dramę medyczną, to ten serial idealnie się nadaje do oglądania.

Jednocześnie nie dziwi, że twórcy zdecydowali się na postać z wyjątkowymi zdolnościami – bo skoro chcemy wprowadzić skomplikowane przypadki chorób/urazów to potrzebujemy też kogoś, kto będzie w stanie rozwikłać medyczną zagadkę i podsunąć rozwiązanie, o którym „zwykli” ludzie by nie pomyśleli. Dzięki temu jest to po prostu bardziej ekscytujące, a lekarze podejmują ryzyko i są w stanie zdziałać cuda. Przy czym warto podkreślić, że Shaun nie ma zawsze racji – czasem jego teorie się nie sprawdzają, czasem też popełnia błędy. A jego współpracownicy wcale nie są głupi i sami też potrafią wpaść na genialny pomysł. Nie ma więc – jak się obawiałam – wyraźnej nierównowagi sił między Shaunem a resztą. Każdy dostaje szansę, by się wykazać i każdy popełnia błędy.

Jeśli chodzi o poszczególne odcinki, to… hmmm. W szczególności zapadł mi w pamięć odcinek z pacjentem z wytatuowaną swastyką i leczącą go czarną lekarką. Ponieważ identyczna historia miała już miejsce w „Grey’s anatomy”. Mam wrażenie, że „The Good Doctor” strasznie pędzi do przodu i jak najszybciej chce „zaliczyć” wszystkie typowe dla tego typu serialu wątki, czy też jakieś najciekawsze „przypadki” medyczne. Dlatego też już w pierwszym sezonie dostajemy historię rozdzielenia bliźniaczek syjamskich, jeden z głównych bohaterów zapada na śmiertelną chorobę, w drugim sezonie mamy dwuodcinkową kwarantannę z powodu niebezpiecznego wirusa… Gnanie do przodu widać też w przypadku spraw osobistych – ledwo zdążyliśmy poznać naszych bohaterów, a już po paru odcinkach pary się rozstają, a małżeństwa przeżywają kryzys. Tu widać wyraźnie przewagę „Grey’s anatomy”, które miało kilkanaście sezonów, by rozwinąć zarówno postaci, ich podejście do związków i potrzeby, jak i same relacje. Ludzie się spotykali, powoli zakochiwali, brali ślub, potem był konflikt, rozwód, śmierć… historie jak w prawdziwym życiu, ciągnące się latami. W „The Good Doctor” wszystko dzieje się za szybko, problemom brakuje wagi, rozstaniom – dramatyzmu.

Osobiście przeszkadza mi też, że twórcy mocno skaczą między lokacjami i wątkami, przez co nie mam pojęcia, ile czasu upłynęło, czy jest dalej ten sam dzień, czemu postać w jednej scenie jest w szpitalu, w następnej w domu, a po chwili… znowu w szpitalu. Straszny chaos czasoprzestrzenny panuje w tym serialu.

Szczegóły

Przejdźmy może jednak w końcu do samego autyzmu. Pod tym względem najbardziej w tym serialu doceniam różne autystyczne drobiazgi, na przykład:

  • Shaun nie utrzymuje kontaktu wzrokowego, co nie znaczy, że nigdy go nie łapie i nigdy nie patrzy nikomu w oczy. Są takie momenty, kiedy to robi, bo to ważne.
  • Stimming – Shaun ma mały, plastikowy skalpel, który dał mu brat, a który wyjmuje w chwilach stresu.
  • To, że wcześniej zapoznał się z planem szpitala i miasta, by wiedzieć, jak się po nich poruszać.
  • W momencie meltdownu zaczyna uderzać się dłońmi po głowie.
  • Monotonny głos, wyraz twarzy nieadekwatny do sytuacji.
  • Przeładowanie sensoryczne, głównie dźwiękami. Też nerwowa reakcja, podnoszenie rąk do góry, jakby chciał zakryć uszy, gdy w jednej z medycznych maszyn włącza się alarm.
  • Zapamiętywanie poprzez zapachy – wspomnienia kojarzą się z konkretnymi zapachami.
  • Inna forma komunikacji – Shaun nie lubi pytań. Jednej z innych postaci, Claire, udaje się tego nauczyć i rozmawiać z nim tak, by odpowiadał. Szkoda tylko, że autorzy potem o tym zapominają i Shaun zaczyna odpowiadać normalnie na pytania.
  • Shaun okazuje zrozumienie/empatię innym poprzez przywołanie przykładów ze swojego życia, które jakoś odnoszą się do ich sytuacji.
  • Używa słuchawek wygłuszających.
  • Pomaga innym głównie poprzez działanie, robienie rzeczy, a nie wsparcie emocjonalne (choć to też próbuje robić).
  • Problemy z rozpoznawaniem kłamstwa, dowcipów, sarkazmu.
  • Problemy z komunikacją – brak wyczucia, mówienie brutalnej prawdy prosto w twarz, brak taktu, szczerość.

Bardzo też doceniam, że Shaun nie jest bezdusznym robotem. Wyraźnie widać, że ma on uczucia. Niekoniecznie potrafi je nazywać czy sobie z nimi radzić, często trudne emocje powodują u niego wyraźny niepokój, a nawet panikę, ale no właśnie – te emocje zdecydowanie są. Shaun potrzebuje też przyjaciół i zależy mu na relacjach z ludźmi, choć – po raz kolejny – niekoniecznie umie to dobrze wyrazić, nie zawsze wie, jak się zachować. Martwi się też o najbliższych i chce im pomagać. To ważne, że nie został przedstawiony jako ktoś, kogo inni ludzie zupełnie nie obchodzą i ich nie potrzebuje.

Bardzo mnie też zaciekawiło, że Shaun został przedstawiony jako czasem nietolerancyjny, np. względem transpłciowej dziewczyny, uparcie nazywając ją „nim”, bo ma penisa, czy względem mężczyzny na wózku, dziwiąc się, czemu jego żona nie wyszła za kogoś w pełni sprawnego. Nie zamierzam się z tym kłócić, bo choć autyści często sami jednocześnie są LGTB+ lub niepełnosprawni (lub jedno i drugie), w związku z czym wielu jest otartych na odmienność, to jednocześnie ludzie są przecież różni i autyści też mogą mieć przeróżne poglądy. Myślę, że twórcy zdecydowali się na taki rys charakteru, by dać Shaunowi okazję do zadawania bezpośrednich, trudnych, a nawet obraźliwych pytań (słynna autystyczna szczerość), a jednocześnie pokazać, że może on zmienić swoje podejście. No poznając bliżej swoich pacjentów i zasypując ich milionem pytań, Shaun otwiera się na inność i zaczyna ją akceptować.

Z kolei w jednym z odcinków („Quarantine”) Shaun doznaje potężnego meltdownu, gdy przeciąża go przepalająca się, hałasująca żarówka, krzyki pacjentów i ogólne zamieszanie oraz stres. Pada wówczas na podłogę, zakrywa uszy dłońmi i nie ma z nim kontaktu. Także po raz kolejny plus dla twórców, że nie zrobili z niego po prostu dziwaka, który jednak bez problemu sobie ze wszystkim radzi, tylko pokazali prawdziwe trudności.

Reprezentacja autyzmu

Warto też wspomnieć o innych autystycznych postaciach, bo i takie się pojawiają, jako pacjenci oczywiście. W odcinku „22 steps” do szpitala trafia autystyczny chłopak, Liam. Shaun pomaga mu się uspokoić. Dla Liama spotkanie autystycznego lekarza jest inspiracją, dodaje mu pewności siebie oraz odwagi. Przede wszystkim jednak ten odcinek baaardzo subtelnie odnosi się do konfliktu na linii dorośli autyści-rodzice autystycznych dzieci. Rodzice Liama nie są wprost krytykowani, ale dostajemy komentarz do dziwacznych diet, jakimi dorośli męczą swoje dzieci, a które mogą autystom czasem bardziej szkodzić niż pomagać. Rodzice Liama nie ufają też doktorowi Murphy’emu, zakładając, że ktoś taki on nie może być dobrych chirurgiem, co w pewnym stopniu przekłada się na ich niewiare i niezrozumienie własnego syna. Przy czym rzeczywiście Liam potrzebuje zdecydowanie więcej wsparcia niż Murphy.

Z kolei w odcinku „Aftermath” pokazana zostaje autystyczna dziewczyna, którą cechuje wybiórczy mutyzm – przestaje mówić, gdy się stresuje (co w trakcie operacji na mózgu u przytomnego pacjenta jest sporym problemem…), ale też łatwiej jej rozmawiać z kim, kto jest jej bliski niż z obcymi lekarzami. Bohaterka lubi też seks, ale nie bycie przytulaną w trakcie snu potem. Jej specjalnym zainteresowaniem są owady i szczerze mnie rozbawiła, gdy stwierdziła, że uwielbia być przepytywana z wiedzy na ich temat. Z kolei jej współlokator jest bardzo wrażliwy na światło, bardzo pilnuje swojej rutyny, a także zdaje się mieć problemy z rozpoznawaniem swoich uczuć (przynajmniej mam nadzieję, że o to twórcą chodziło). W odcinku zostaje przedstawiony trochę mniej konwencjonalny związek tych dwóch postaci.

W odcinku „Tough Titmouse” pojawia się chłopak co prawda nie autystyczny, ale niepełnosprawny intelektualnie. Miewa on wybuchy agresji, nie odstępuje swojej matki na krok i przypadkowo ją rani. Doktor Melendez przekonuje samotną matkę, żeby oddała syna do specjalnego ośrodka, dla dobra własnego oraz chłopca. Przyznam, że zrobiłam w tym momencie mocny WTF. Chyba problemem jest różnica kulturowa – na końcu odcinka widzimy siostrę Melendeza w ładnym, czystym domu opieki, gdzie jest bezpieczna i o nią dbają… no tak, lekarza w USA pewnie stać na taki ośrodek. W Polsce bardzo wątpię, by było wiele miejsc, gdzie osoby niepełnosprawne są naprawdę dobrze traktowane i rodzice mogą je bez lęku oddać… Nie żeby matce nie należało się bezpieczeństwo i wytchnienie od opieki, ale dla mnie ten wątek był przedstawiony kompletnie nierealistycznie.

Trochę mnie zdziwiło, że Shaun w którymś momencie stwierdza, że nigdy wcześniej nie poznał innej autystycznej osoby. Po pierwsze, wydawało mi się, że autyści – przynajmniej ci korzystający z internetu – dosyć lubią trzymać się w swoim własnym gronie i chociaż częściowo są w stanie zrozumieć potrzeby innych autystów… Po drugie, mam wrażenie, że w życiorysie Shauna istnieje spora dziura. Wiemy, co się działo z nim w dzieciństwie oraz w szpitalu, ale czasy szkolne oraz szkoła medyczna są ledwo wspomniane. Ciężko mi jednak uwierzyć, że nie spotkał nikogo autystycznego. Jego rodzice zastępczy nie zabrali go do grupy wsparcia? Terapeuta kogoś nie polecił poznać? Na studiach nie było nikogo neurotypowego? Znowu Shaun wydaje mi się dziwnie oderwany od społeczności.

Relacje z pozostałymi postaciami

Nie będę się rozpisywać o charakterach czy historiach poszczególnych bohaterów, bo nie o to chodzi. Wyróżnić chciałabym tylko dwie postaci, resztę potraktuję zbiorczo.

Ze wszystkich postaci najbardziej nie przepadam za Leą (Paige Spara). To sąsiadka, a z czasem przyjaciółka Shauna. Irytuje mnie strasznie, że traktuje Shauna jako kogoś pomiędzy uroczym zwierzątkiem, młodszym bratem a najlepszym przyjacielem. Lea ma być z charakteru taką roztrzepaną, gadatliwą, wyluzowaną nerd dziewczyną, ale dla mnie zachowuje się trochę jak nieświadoma swoich akcji idiotka. No bo zabiera Shauna na road tripa, całuje go i w ogóle bardzo szybko skraca między nimi dystans, a potem się dziwi, że Shaun się do niej przywiązał… Mam wrażenie, że ona wcale go nie rozumie, nie wie, jakim jest człowiekiem i traktuje trochę protekcjonalnie. Nie podoba mi się też, że popycha go do różnych rzeczy. Nie mam pojęcia, co twórcy planują dalej zrobić z tym wątkiem, ale mam nadzieję, że pójdą w romans. Zwłaszcza że w jednym z odcinków Shaun wyznaje doktorowi Glassmanowi, że nie chce miłości. Aromantyczna postać autystyczna? Czemu nie, byłoby fajnie, po co to psuć.

Druga postać, o której chcę napisać, to właśnie doktor Aaron Glassman (Richard Schiff). Jest on mentorem i opiekunem Shauna. Przy czym martwi się o niego zdecydowanie za dużo i ma potrzebę ciągłego trzymania nad nim parasola ochronnego, co zresztą prowadzi do ciągłych konfliktów. Shaun ceni doktora Glassmana jako przyjaciela i zwraca się do niego po porady, jednocześnie jednak pragnie mu udowodnić, że jest samodzielny. Glassman naciska na terapeutę albo osobę wspomagającą codziennie czynności, co budzi głęboki sprzeciw Shauna. Dynamika tej relacji jest dosyć interesująca, gdyż obaj potrafią być szalenie uparci.

Jeśli zaś chodzi o pozostałych lekarzy… to naprawdę lubię ich stosunek do Shauna. Jest taki normalny i niewymuszony. Początkowo nie wierzą w jego możliwości, uważają że jego zatrudnienie to beznadziejny pomysł, czepiają się go. Potem jednak stopniowo się do niego przekonują, dostrzegają jego mocne strony, zaczynają szanować, a nawet lubić. Z drugiej strony – wciąż potrafią wytknąć ograniczenia czy zirytować się, że nie zachowuje się „typowo”. Lawirują pomiędzy akceptacją jego odmienności a wewnętrznym przekonaniem, że jednak sobie nie poradzi i nie warto marnować czasu na uczenie go. Niektórzy próbują go bronić, inni są surowi i skupiają się na brakach. Cieszę się, że twórcy darowali sobie przeciągający się w nieskończoność konflikt z którąś z postaci ani nie stworzyli postaci, która byłaby dla Shauna wredna ot tak, po prostu, cały czas. To by było męczące. Relacje Shauna ze współpracownikami są wyważone, trochę w nich konkurencji, trochę współpracy, trochę złośliwości, trochę sympatii. Bez przesadnego nakręcania zbyt negatywnych lub zbyt pozytywnych emocji.

Podsumowując

Powoli kończę drugi sezon (jestem na 16. odcinku) i na pewno będę oglądać dalej, gdyż… no cóż, jest to przyzwoita drama medyczna, reprezentacja autyzmu też jest całkiem niezła, a dodatkowo lubię Shauna tak ogólnie, jako postać. Przyjemnie mi się go ogląda, cieszę się, gdy on się cieszy, gdy znajdzie rozwiązanie jakiegoś problemu. Są emocje, trudne decyzje, napięcie, wzruszenie. Oczywiście nie jest to serial idealny, parę rzeczy mi się w nim nie podoba (flashbacki z dzieciństwa są zdecydowanie zbyt udramatyzowane, można to było lepiej napisać), ale zasadniczo świetnie się nadaje do binge watchingu. Zresztą planowałam sprawdzić z ciekawości tylko jeden odcinek, a potem iść spać, po czym obejrzałam cztery i przestałam tylko dlatego, że zrobiła się druga w nocy.

PS. Z tego, co rozumiem, serial ten jest oparty na produkcji koreańskiej, która również dostępna jest na Netfliksie, nie miałam jednak jeszcze okazji jej obejrzeć. Może ją sprawdzę, dla porównania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: